[Nawet jeśli na blogu była jedna karta? Wtedy lepiej opublikować by autorka która opublikowała wcześniej mogła zacząć wątkować. Niemniej jednak dziękuję za zwrócenie uwagi i witam wśród autorów ]
[Tu nie było fałszywej uprzejmości, a przyznanie się do błędu i podziękowanie za zwrócenie uwagi. Nie wiem może następnym razem będe wstawiała emotikony albo w ogóle sie nie odzywała, bo najwyraźnij w tej chwili wszystko co powiem będzie na moją niekorzyść. No trudno. Chyba temat jest już skończony. Chciałabym zaproponować wątek, jednak w zaistniałych okolicznościach nie jestem pewna czy moja propozycja zostanie przyjętana, więc na razie się z tym wstrzymam. Jeśli jednak jest na odwrót i odniosłąm mylne wrażenie o braku szans na możliwośc pisania, to przepraszam. ]
[Dzięki, a ja pochwalę tylko za blogi: każdy który tworzysz jest dopracowany, a to rzadkość w dzisiejszej blogsferze. Oby tylko utrzymał się dłużej niż poprzednie, czego sobie, Tobie i innym graczom życzę.]
[Cóż, najlepsze, co mogę powiedzieć to to, że się stara. Nie wiem jak Ty, ale ja napisałabym wątek. Na przykład taki, w którym komisja InGenu po dwóch dniach przeglądania dokumentacji z pracy z raptorami wzywa Kyle'a i Owena do swojej filii na Kostaryce, nie podając dokładnie powodu. Owen od samego początku jest zdenerwowany. A gdy dowiaduje się, że InGen chce im wcisnąć do sektora kogoś do nadzorowania pracy, jest gotów rzucić się temu Bogu ducha winnemu Azjacie do gardła... Co Ty na to? ]
[ Eks sobie zasłużył, a przynajmniej tak mi się wydaje, więc nie ma co mu współczuć. Na Warszawce zapowiadał się nam fajny wątek, więc i tutaj bym coś chciał, ale nie wiem czy i ty chcesz. Jak tak to będę musiała ruszyć łbem, bo oni to tak trochę ogień i woda] Cameron Flynn
[Uwielbiam twoje postacie, tworzysz je naprawdę bardzo fajne obojętnie na jakim blogu. Tutaj pan równie ciekawy, więc chciałabym wątek jakiś między panami o ile przejawiasz chęć do tego ;)]
[ Boniu, jego buźka mnie rozprasza, od razu mam przed oczami pulchnego Matthew z Downton Abbey i moment jego śmierci ;-; Podoba mi się opcja numer trzy, ale do laboratorium to on pewnie by nie dotarł. top secret i takie tam. Ale można uznać, że ten wypadek miał miejsce pod wieczór, gdy wszyscy mają już wolne. Szukając szpitala mógłby wpaść na Cameron, która postanowiłaby dzielnie uratować go z opresji, biorąc kwestie opatrzenia jego ran na siebie, po części dlatego, że sama nie wie gdzie ów szpital się znajduje. Uparte z niej babsko, więc pewnie zaciągnęłaby go do siebie, a dalej jakoś by się potoczyło. Jeśli Ci to pasuje, to zacznę, w końcu to zlepek Twoich pomysłów :3] Cameron Flynn
Siedemnaście. Tyle złośliwych uwag przyszło Owenowi do głowy w ciągu ostatnich dziesięciu minut, chociaż tamten gość tylko tłumaczył to, co kazali mu przełożeni. Nie zmieniało to faktu, że denerwował Grady'ego. Nie pomagał nawet fakt, że biuro InGenu na Kostaryce wyglądało, jak spełnienie marzeń większości mężczyzn. Przestronne, jasne, klimatyzowane, z wielkimi oknami wychodzącymi na ocean. Siedemnaście. Jeszcze cztery i będzie trzecie oczko od samego początku tej rozmowy. Szkoda tylko, że InGen był zupełnie ślepy. Owen umiał zrozumieć niewiedzę ludzi, którzy nie wiedzą, jak na co dzień wygląda praca w Parku, szczególnie praca z raptorami. Ale drażnił go upór, z jakim ci ludzie próbowali wprowadzać zmiany na jego terytorium. Nie był terytorialny. Do momentu, w którym ktoś wpieprzał się z butami w jego rewir. Największą kłótnię z przyrodnim bratem zaliczył właśnie o to, że Bobby wlazł do jego pokoju i czegoś szukał. Jakiegoś drobiazgu. Naprawdę nic wielkiego, ale Owen, gdy odkrył obecność intruza, był gotowy zwyczajnie sprać dzieciaka. - Wie pan, jak raptory nazywają tłum? - zapytał nagle nienaturalnie spokojnym głosem, który kontrastował z żądzą mordu w oczach. - Otwarty bufet. Cholera. I po oczku. Siedzący za biurkiem Azjata pobladł. Wyraźnie nie był przygotowany na rozmowę z byłym wojskowym, który w tak otwarty sposób sprzeciwiał się InGenowi. Z kolei Owen zaczynał się zastanawiać, czy po tym spotkaniu koncern otworzy mu teczkę i przydzieli ludzi do jego sprawy. Tak było w przypadku jego przyjaciółki, O'Mary i chyba całej jej rodziny. - To nie jest bezpieczne - odezwał się po tym, jak Kyle okazał się sojusznikiem. W sumie gość od początku sprawiał wrażenie rozsądnego. - Wysyłamy wam sprawozdania. Na miejscu i tak nie zobaczycie wiele więcej. - Panie Grady, nie chciałem tego mówić, ale wasz sektor nie spełnia oczekiwań firmy. Pracujecie za wolno - powiedział wreszcie Azjata i skulił się, jakby zaraz miał spaść na niego cios.
[cały dzień kombinowałam nad pomysłem i szczerze nie mam nic jakoś szczególnie ciekawego... panowie mogą być starymi znajomymi, przyjaciółmi bo między nimi jest tylko rok różnicy, a ja nawet nie określiłam chyba skąd pochodzi Nathaniel. Eh, tak bardzo brak mi konkretów.]
Oczywiście, że Owen wyolbrzymiał swoje problemy. Nie robił tego celowo, to po prostu było nierozerwalnie związane z jego naturą. Gdy przychodziło do problemów, bywał głośny. Tak samo głośny bywał, gdy się czymś cieszył. Niestety, w tym pierwszym przypadku bywał też brutalny. A głośny i brutalny to już nie jest dobre połączenie. Drzwi niewielkiego biura otworzyły się i weszła asystentka, chyba Filipinka, niosąc na tacy trzy filiżanki z kawą. Na czas jej wejścia rozmowa ucichła. Owen obserwował, jak kobieta w przepisowo krótkiej spódniczce stawia krok za kroczkiem na wysokich szpilkach. Nie miała szczególnie zgrabnych nóg, w dodatku mięśnie jej łydek drżały co któryś krok, jakby miała wyraźny problem z chodzeniem. Ładniej wyglądałaby w sukience, z rozpuszczonymi włosami i uśmiechem na ustach. Ale Owen uważał, że każda kobieta właśnie w takim stroju wygląda najlepiej. - Panowie, ten spór nie jest tutaj konieczny - podjął Azjata, ledwo zamknęły się drzwi za jego asystentką. - Rozumiem panów zdenerwowanie, ale zarząd Parku powie to samo: nie wyrabiają panowie norm narzuconych przez plan rozwoju. - To zabierzcie stamtąd Hoskinsa, niech przestanie pałętać się nam pod nogami - rzucił Owen, uspokajając się trochę. Po części dlatego, że odzywka Kyle'a dała mu do myślenia. Nie powinien sprowadzać kolegi na złą drogę kłótni z InGenem, niech zostanie po jasnej stronie Mocy. - Wykluczone, panie Grady. Victor Hoskins ma swoje zadania i doskonale się z nich wywiązuje. - Mógłby wywiązywać się poza naszym rewirem. Wpuścimy waszego kontrolera, jeśli zabierzecie stamtąd Hoskinsa. To było... mocne ultimatum. Szczególnie, że Victor Hoskins odpowiadał za ochronę Parku. Choć chyba tylko na papierze, zważywszy, że ogromnie dużo czasu spędzał przy raptorach. Zajmował się głównie denerwowaniem ich opiekunów. Siedzący za biurkiem mężczyzna ściągnął brwi i widać było, że na dłuższą chwilę namyśla się nad odpowiedzią. Wreszcie zabębnił palcami o ciemny blat biurka. - Kontrola nie musi zaczynać od razu - powiedział wreszcie, choć już nie tak zdecydowanym tonem.
[Nawet jeśli na blogu była jedna karta? Wtedy lepiej opublikować by autorka która opublikowała wcześniej mogła zacząć wątkować. Niemniej jednak dziękuję za zwrócenie uwagi i witam wśród autorów ]
OdpowiedzUsuńClaire
[Tu nie było fałszywej uprzejmości, a przyznanie się do błędu i podziękowanie za zwrócenie uwagi. Nie wiem może następnym razem będe wstawiała emotikony albo w ogóle sie nie odzywała, bo najwyraźnij w tej chwili wszystko co powiem będzie na moją niekorzyść. No trudno. Chyba temat jest już skończony. Chciałabym zaproponować wątek, jednak w zaistniałych okolicznościach nie jestem pewna czy moja propozycja zostanie przyjętana, więc na razie się z tym wstrzymam. Jeśli jednak jest na odwrót i odniosłąm mylne wrażenie o braku szans na możliwośc pisania, to przepraszam. ]
OdpowiedzUsuń[ Serdecznie witamy w załodze! ]
OdpowiedzUsuń[Dzięki, a ja pochwalę tylko za blogi: każdy który tworzysz jest dopracowany, a to rzadkość w dzisiejszej blogsferze. Oby tylko utrzymał się dłużej niż poprzednie, czego sobie, Tobie i innym graczom życzę.]
Usuń[ Witaj, bliski współpracowniku. ]
OdpowiedzUsuńOwen Grady
[Cóż, najlepsze, co mogę powiedzieć to to, że się stara. Nie wiem jak Ty, ale ja napisałabym wątek. Na przykład taki, w którym komisja InGenu po dwóch dniach przeglądania dokumentacji z pracy z raptorami wzywa Kyle'a i Owena do swojej filii na Kostaryce, nie podając dokładnie powodu.
OdpowiedzUsuńOwen od samego początku jest zdenerwowany. A gdy dowiaduje się, że InGen chce im wcisnąć do sektora kogoś do nadzorowania pracy, jest gotów rzucić się temu Bogu ducha winnemu Azjacie do gardła...
Co Ty na to? ]
Owen Grady
[ Eks sobie zasłużył, a przynajmniej tak mi się wydaje, więc nie ma co mu współczuć. Na Warszawce zapowiadał się nam fajny wątek, więc i tutaj bym coś chciał, ale nie wiem czy i ty chcesz. Jak tak to będę musiała ruszyć łbem, bo oni to tak trochę ogień i woda]
OdpowiedzUsuńCameron Flynn
[Będę wdzięczna, jeśli zaczniesz. ]
OdpowiedzUsuńOwen Grady
[Uwielbiam twoje postacie, tworzysz je naprawdę bardzo fajne obojętnie na jakim blogu. Tutaj pan równie ciekawy, więc chciałabym wątek jakiś między panami o ile przejawiasz chęć do tego ;)]
OdpowiedzUsuńNathaniel
[ Boniu, jego buźka mnie rozprasza, od razu mam przed oczami pulchnego Matthew z Downton Abbey i moment jego śmierci ;-;
OdpowiedzUsuńPodoba mi się opcja numer trzy, ale do laboratorium to on pewnie by nie dotarł. top secret i takie tam. Ale można uznać, że ten wypadek miał miejsce pod wieczór, gdy wszyscy mają już wolne. Szukając szpitala mógłby wpaść na Cameron, która postanowiłaby dzielnie uratować go z opresji, biorąc kwestie opatrzenia jego ran na siebie, po części dlatego, że sama nie wie gdzie ów szpital się znajduje. Uparte z niej babsko, więc pewnie zaciągnęłaby go do siebie, a dalej jakoś by się potoczyło.
Jeśli Ci to pasuje, to zacznę, w końcu to zlepek Twoich pomysłów :3]
Cameron Flynn
[ PRZEPRASZAM! :< ja zawsze spoileruję niechcący....
OdpowiedzUsuńWątek zacznę już jutro, na spokojnie :3]
Cameron
[No dobra to skoro labę sobie robisz to nie będę na szybko czegoś wymyślać, wykombinuję jakiś lepszy pomysł i jutro się odezwę ;)]
OdpowiedzUsuńSiedemnaście. Tyle złośliwych uwag przyszło Owenowi do głowy w ciągu ostatnich dziesięciu minut, chociaż tamten gość tylko tłumaczył to, co kazali mu przełożeni. Nie zmieniało to faktu, że denerwował Grady'ego. Nie pomagał nawet fakt, że biuro InGenu na Kostaryce wyglądało, jak spełnienie marzeń większości mężczyzn. Przestronne, jasne, klimatyzowane, z wielkimi oknami wychodzącymi na ocean.
OdpowiedzUsuńSiedemnaście. Jeszcze cztery i będzie trzecie oczko od samego początku tej rozmowy. Szkoda tylko, że InGen był zupełnie ślepy. Owen umiał zrozumieć niewiedzę ludzi, którzy nie wiedzą, jak na co dzień wygląda praca w Parku, szczególnie praca z raptorami. Ale drażnił go upór, z jakim ci ludzie próbowali wprowadzać zmiany na jego terytorium.
Nie był terytorialny. Do momentu, w którym ktoś wpieprzał się z butami w jego rewir.
Największą kłótnię z przyrodnim bratem zaliczył właśnie o to, że Bobby wlazł do jego pokoju i czegoś szukał. Jakiegoś drobiazgu. Naprawdę nic wielkiego, ale Owen, gdy odkrył obecność intruza, był gotowy zwyczajnie sprać dzieciaka.
- Wie pan, jak raptory nazywają tłum? - zapytał nagle nienaturalnie spokojnym głosem, który kontrastował z żądzą mordu w oczach. - Otwarty bufet.
Cholera. I po oczku.
Siedzący za biurkiem Azjata pobladł. Wyraźnie nie był przygotowany na rozmowę z byłym wojskowym, który w tak otwarty sposób sprzeciwiał się InGenowi.
Z kolei Owen zaczynał się zastanawiać, czy po tym spotkaniu koncern otworzy mu teczkę i przydzieli ludzi do jego sprawy. Tak było w przypadku jego przyjaciółki, O'Mary i chyba całej jej rodziny.
- To nie jest bezpieczne - odezwał się po tym, jak Kyle okazał się sojusznikiem. W sumie gość od początku sprawiał wrażenie rozsądnego. - Wysyłamy wam sprawozdania. Na miejscu i tak nie zobaczycie wiele więcej.
- Panie Grady, nie chciałem tego mówić, ale wasz sektor nie spełnia oczekiwań firmy. Pracujecie za wolno - powiedział wreszcie Azjata i skulił się, jakby zaraz miał spaść na niego cios.
Owen Grady
[cały dzień kombinowałam nad pomysłem i szczerze nie mam nic jakoś szczególnie ciekawego... panowie mogą być starymi znajomymi, przyjaciółmi bo między nimi jest tylko rok różnicy, a ja nawet nie określiłam chyba skąd pochodzi Nathaniel. Eh, tak bardzo brak mi konkretów.]
OdpowiedzUsuńOczywiście, że Owen wyolbrzymiał swoje problemy. Nie robił tego celowo, to po prostu było nierozerwalnie związane z jego naturą. Gdy przychodziło do problemów, bywał głośny. Tak samo głośny bywał, gdy się czymś cieszył. Niestety, w tym pierwszym przypadku bywał też brutalny. A głośny i brutalny to już nie jest dobre połączenie.
OdpowiedzUsuńDrzwi niewielkiego biura otworzyły się i weszła asystentka, chyba Filipinka, niosąc na tacy trzy filiżanki z kawą. Na czas jej wejścia rozmowa ucichła. Owen obserwował, jak kobieta w przepisowo krótkiej spódniczce stawia krok za kroczkiem na wysokich szpilkach. Nie miała szczególnie zgrabnych nóg, w dodatku mięśnie jej łydek drżały co któryś krok, jakby miała wyraźny problem z chodzeniem.
Ładniej wyglądałaby w sukience, z rozpuszczonymi włosami i uśmiechem na ustach. Ale Owen uważał, że każda kobieta właśnie w takim stroju wygląda najlepiej.
- Panowie, ten spór nie jest tutaj konieczny - podjął Azjata, ledwo zamknęły się drzwi za jego asystentką. - Rozumiem panów zdenerwowanie, ale zarząd Parku powie to samo: nie wyrabiają panowie norm narzuconych przez plan rozwoju.
- To zabierzcie stamtąd Hoskinsa, niech przestanie pałętać się nam pod nogami - rzucił Owen, uspokajając się trochę. Po części dlatego, że odzywka Kyle'a dała mu do myślenia. Nie powinien sprowadzać kolegi na złą drogę kłótni z InGenem, niech zostanie po jasnej stronie Mocy.
- Wykluczone, panie Grady. Victor Hoskins ma swoje zadania i doskonale się z nich wywiązuje.
- Mógłby wywiązywać się poza naszym rewirem. Wpuścimy waszego kontrolera, jeśli zabierzecie stamtąd Hoskinsa.
To było... mocne ultimatum. Szczególnie, że Victor Hoskins odpowiadał za ochronę Parku. Choć chyba tylko na papierze, zważywszy, że ogromnie dużo czasu spędzał przy raptorach. Zajmował się głównie denerwowaniem ich opiekunów.
Siedzący za biurkiem mężczyzna ściągnął brwi i widać było, że na dłuższą chwilę namyśla się nad odpowiedzią. Wreszcie zabębnił palcami o ciemny blat biurka.
- Kontrola nie musi zaczynać od razu - powiedział wreszcie, choć już nie tak zdecydowanym tonem.
Owen Grady