WHO'S THERE ?
R A E J A M E S
Nieco skomplikowana persona. Ulega łatwym zrywom emocji. Niby
cyniczna. Niby sarkastyczna. Niby pozytywna. Niby zabawna. Niby zaradna. Niby
pechowa. Na pewno kapryśna. Sprzeczna. Nie lubi niedomówień, ale uwielbia
niejasności. Nienawidzi przywiązania, ale kocha oddanie. Nie ulega
uzależnieniom, ale podlega nawykom. Nie znosi sentymentów, ale lubi pamiętać. Zapomina,
czasem… o dobrych manierach, o znajomych, o życiu, o tym, jak to jest brać
długą, gorącą kąpiel. Prześlizguje się przez życie, przez szkołę, przez pracę,
przez ludzi, a jeszcze więcej przepuszcza przez palce. Szans. Wiele,
nieskończonych, niezliczonych, darowanych jej przez los. Szanse na: miłość, szanse
na: przyjaźń, szanse na: wszystko to, co wydaje jej się dziwnie… zbyt osobliwe.
Czy to nazywasz rozmową kwalifikacyjną? Bo czuję się jak na przesłuchaniu. Rae James, 28 lat, technik-mechanik od siedemnastego roku życia. Od roku bezrobotna. Sierota. Nie chcę zakładać rodziny, nie szukam chłopaka. Mam dużo wolnego czasu, ale przecież ty to wszystkie wiesz. Nie kpij sobie. Potrzebujesz jeszcze obwód w pasie i rozmiar biustonosza? Bez jaj. God. To mam tą robotę czy nie?
Czy to nazywasz rozmową kwalifikacyjną? Bo czuję się jak na przesłuchaniu. Rae James, 28 lat, technik-mechanik od siedemnastego roku życia. Od roku bezrobotna. Sierota. Nie chcę zakładać rodziny, nie szukam chłopaka. Mam dużo wolnego czasu, ale przecież ty to wszystkie wiesz. Nie kpij sobie. Potrzebujesz jeszcze obwód w pasie i rozmiar biustonosza? Bez jaj. God. To mam tą robotę czy nie?
Wiesz, jako, ze znamy się całe życie myślałam, że szybciej nam to pójdzie. Musisz być takim surowym służbistą? Skąd jestem, ile mam lat, jakie mam plany na przyszłość, co mogę wnieść do Jurassic Park? Siebie. Wiesz, że mi nie chodzi o dinosie. Daj mi silnik hybrydowy napędzany... O WOW! Widziałeś to? (...) Co? Jaki tyranozaur? Nie! Ale spójrz na ten sprzęt!


[O jejku, ale ona fajna. Podglądałam, przyznaję, taka zła! Na wątek jestem chętna, ale moja postać jeszcze nie zrobiona xd]
OdpowiedzUsuń[Cześć i czołem kluchy z rosołem! Wybacz za zakrycie karty moją beznadziejna imitacją czegoś tam]
OdpowiedzUsuńClaire
[Witamy serdecznie pierwszego mechanika! Wieść niesie, że na terenie starego parku wciąż jest oryginalny sprzęt zostawiony przez ekipę Hammonda. Sprzęt, który być może da się naprawić...
OdpowiedzUsuńŻyczymy wielu wątków i dobrej zabawy]
[A to kwestia odruchu? Pomyłka przy przepisywaniu :)]
OdpowiedzUsuń[ W sumie jakby na to nie patrzeć coś takiego wychodzi. Taka Gra skojarzeń- nie z mojej winy taka pomyłka zaistniała. Jak raz wzięłam kopij wklej to potem już nie zwracałam uwagi na to co piszę i puf! Wyszło jak wyszło]
OdpowiedzUsuńClaire
[Dzień dobry!]
OdpowiedzUsuńJohn
[ Zdecydowanie nie powinniśmy się lubić. Świat, w którym wszyscy lubią Owena byłby koszmarnie nudny.
OdpowiedzUsuńMogę zacząć ten wątek. Tylko powiedz, czy odpowiada Ci taka raczej średnia długość, czy powinnam kombinować nad czymś większym objętościowo.]
Owen Grady
[Nie wiem, jak to zrobiłam, ale udało mi się usunąć gotowy odpis...]
OdpowiedzUsuńKontrole, które tak uwielbiał zlecać Hoskins, odbywały się według jednego scenariusza. Owen zjawiał się na miejscu przy akompaniamencie ryku silnika (chyba znów będzie musiał coś dokręcić), zeskakiwał z motoru i obchodził cały kompleks.
Zwykle gdzieś w połowie obchodu pracujący przy budowie ludzie zauważali jego obecność i milki. Ta cisza oznaczała, że na metaforycznych horyzoncie zbierają się metaforyczne burze.
Nie chodziło tylko o to, że ten wybieg był głupim pomysłem Masraniego. Facet ciągle chciał nowych atrakcji, a ktoś w zarządzie rzucił, że przecież można zacząć tresować dinozaury. Nie, nieprawda. Nie można.
Dinozaury to nie są słonie. Nie są groźne tylko wtedy, gdy na tobie usiądą. Dinozaury to w ogóle nie są stworzenia, które powinny być wystawiane na pokaz. Wszystko gra, dopóki ktoś nad tym panuje. Po to budowali zabezpieczania. Ale, na litość, mogli budować je porządnie. To znaczy: zrozumieć, że trzeba czegoś więcej niż cyrkowej areny, żeby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo.
Spacer kończył w pokoju, który wybrano na tymczasowe centrum całej operacji. Stół zasłany technicznymi rysunkami, na ścianie biała tablica na markery, na niej niechlujnie wypisane jakieś liczby i symbole, na szafkach zapasowe kaski ochronne. Ale, co ważniejsze, był tam człowiek zarządzający całym grajdołkiem.
- Cześć, Rae - rzucił Owen, przystawiając sobie składane krzesło. Zdołał ukryć, jak bardzo zawiódł się na jej widok. Wolałby kogoś mniej przekonanego o własnej nieomylności. Kogoś, z kim rozmowa nie przypomina rzucania grochem o ścianę.
- Budujecie za niskie ogrodzenie - powiedział głośno i bardzo wyraźnie, by mieć pewność, że Rae go nie zignoruje. Była nad czymś pochylona, ale nie zdziwiłby się, gdyby rozwiązywała krzyżówkę. - Ja jestem w stanie je przeskoczyć. A taki velocyraptor jest ode mnie wyższy i może znacznie lepiej się wybić. Rozumiesz? Skrzynka ustawiona na tej nieszczęsnej arenie, jeden skok i fruuu! Mamy prehistorycznego drapieżnika przechadzającego się po Parku.
Może odrobinę przesadzał. Nie, żeby jego podopieczne nie były w stanie przeskoczyć tego ogrodzenia. Nie, żeby on nie był. Istniały po prostu marne szanse, że raptory rzeczywiście zostaną wystawione do pokazów. O ile pokazy dojdą do skutku.
Za dużo ludzi myślało, że oni mogą nauczyć dinozaury sztuczek jakie robią w cyrku szympansy. Nie, nieprawda. Jedyne, co tak naprawdę osiągnęli, to wejście w hierarchię ich stada. Tysiące lat ewolucji w mózgach tych zwierząt opierało się o potrzebę polowania. Były inteligentne, ale tylko dlatego, że intelekt pozwalał im zabijać. Nie będą aportować kijka.
Owen Grady
[Rozbroiłaś mnie tym komentarzem. Od teraz jestem w oficjalnym fanclubie Rae.
OdpowiedzUsuńPS. Tymczasowe zepsucie przeglądarki to jest nic. Generalnie ja umiem w komputery i technikę, ale one nie bardzo się z tym zgadzają.]
Smar i kurz nie przeszkadzały Grady'emu. Co prawda osobiście uważał, że to piach i kurz są nową czernią, ale w tym momencie martwił się czymś zupełnie innym.
Widział już wiele zdenerwowanych kobiet. Właściwie mógłby napisać o tym książkę. A potem spędzić resztę życia gdzieś we wschodniej Europie, posługując się fałszywą tożsamością, bo jakoś połowa tych kobiet miałaby uwagi. Nienawidził, kiedy miały uwagi. Tak jak Rae teraz.
Jej napad złości zdecydowanie należał do legendarnych. Dawno nie widział, żeby ktoś był na niego tak wściekły. Nawet Claire po nieudanej randce wydawała się bardziej opanowana. A potem w ogóle przestała wydawać z siebie dźwięki.
Zwykle jednak jakoś sobie radził ze zdenerwowanymi kobietami. Gdyby było inaczej, Elsa i on nie przyjaźniliby się tak długo. Z tym, że kiedy Elsa była wściekła, z reguły umiał rozpoznać przyczynę.
Rae rozsierdził sam jego widok. Zupełnie jak tego jednego gościa z jednostki na Hawajach.
Może chodziło o to, że próbowała uziemić przepalone kable zamiast wymienić je na nowe.
Uniósł dłoń na wysokość twarzy.
- Dzięki za uwagę o tłumiku, naprawię w wolnej chwili. - Zgiął mały palec. - Claire zwróciłem w stanie nienaruszonym - powiedział i uśmiechnął się. Dopóki nie usłyszał tych słów, nie sądził, że tak dobrze oddadzą przebieg tamtej nieszczęsnej randki. Zgiął palec serdeczny. - Rozmawianie z tobą to część mojej pracy, inaczej nie odstanę obiadu. - Zgiął środkowy. - Nie kontroluję dinozaurów. To próbował zrobić Hammond na początku lat dziewięćdziesiątych. Alan Grant i Ian Malcolm napisali o tym książki. Według mnie Granta jest lepsza. - Zgiął wskazujący. Został jeden palec. Przez chwilę zastanawiał się, czy powinien dodać, jakim dupkiem jest Alan Grant i jak bardzo mu się pogorszyło po przygodzie na Isla Nublar. Uznał jednak, że temat Granta jest zarezerwowany dla osób, z którymi łączyły go choć odrobinę przyjazne stosunki.
Poza tym Rae sama podała mu się na tacy, nie mógł odmówić.
- Wiesz co, masz rację. Powinienem zaprosić cię na randkę. - Zgiął kciuk na kłykciach pozostałych palców. Tak zaciska się pięści w sztukach walki, pomaga uniknąć złamania kciuka. - Barry przedstawia swoją dziewczynę rodzicom, wróci za dwa dni. Kyle nocuje w hotelu... Jestem bardzo samotny w naszej leśnej chatce.
Posłał jej jeden z bardziej bajeranckich uśmiechów, jakie miał w arsenale. Dziś był mistrzem aktorstwa. Jego całe wnętrze trzęsło się ze śmiechu, ale na zewnątrz pozostawał czarujący i szarmancki.
Owen Grady
Tamten gość na Hawajach... Kawał bydlaka. W każdym rozumieniu, choć wydawałoby się, że snajper powinien być raczej niewielki i zwinny. Tamten, cóż, był zwinny, choć na pierwszy rzut oka nie wyglądał. Okazało się dopiero w kantynie, gdy na dzień dobry postanowił przyłożyć Owenowi w pysk. Widać miał problemy ze zniesieniem widoku przystojniejszego kolesia. Albo Owen przypominał mu ojca, z jakiegoś powodu pół świata ma nieprzepracowany temat relacji ze swoim ojcem. Gorzej, jeśli jednak chodziło o podobieństwo do byłej dziewczyny.
OdpowiedzUsuńJeśli Owen kiedykolwiek będzie miał córkę, niech ona odziedziczy wygląd po matce. Na tym nieźle się wychodzi, co mógł zaobserwować przez lata, mając pod nosem żywy dowód w postaci przyrodniej siostry.
- Zaskakująco dużo kobiet lubi patrzeć, jak odwracam się i idę. Sam nie wiem, dlaczego.
Nie wycofał się, kiedy do niego podchodziła. Kto,jak kto, ale Owen, przy całej swojej ultrasamczej osobowości nie mógł tak po prostu oddać pola. A już na pewno nie komuś pod wpływem chwilowej agresji. Zastanawiał się przez chwilę, czy zamierza oprzeć dłonie na jego piersi. To drastycznie zmniejszyłoby liczbę rozwiązań tej sytuacji. Na szczęście nie zrobiła tego. Dzięki losowi za kobiety, które przedkładają kabelki nad męską fizjonomię.
- Ustalmy najpierw jedną rzecz - powiedział, gdy schyliła się do swoich zabawek. - Mam na imię Owen i wolałbym, żebyś tak się do mnie zwracała.
A potem stało się: jedno spojrzenie na niego i doszła do wniosku, że jednak się umówi. Gdyby dostawał dolara za każdy raz, kiedy coś takiego się dzieje... Oddawałby wszystkie na zapalanie tych świeczek w intencji. Jego brzmiałaby "żeby one decydowały się od razu".
- Velocyraptory - poprawił odruchowo zanim jeszcze uświadomił sobie, że otworzył usta. Skrzywienie zawodowe. Jeszcze trochę, a będzie miał podobny problem co nazywanie kobiet imionami swoich byłych. Z tym, że on będzie tytułował je Blue, Charlie, Delta i Echo.
- Przyjechała własnym samochodem. Poza tym motocykl jest mój i tylko ja na nim jeżdżę. Wtedy wiem, co się psuje. A przynajmniej mogę zgadywać - dorzucił, wiedząc, że nie ma sensu prowokować mechanika do rozmowy o technicznych szczegółach. W sumie to mógł udawać, że nie zna się na motoryzacji i ledwo łapie zasady obsługi pilota do telewizora. Ona mniej więcej tak odnosiła się do jego specjalizacji.
- Chodźmy - rzucił, poprawiając kamizelkę. Na podłogę sypnęło się trochę piasku. - Ale mam nadzieję, że jeszcze spełnisz obietnicę i którejś nocy na prawdę nie będę mógł przez ciebie spać.
Owen Grady
[Powinnam odpisać też innym ludziom... Dlaczego ten wątek jest tak dobry?]
OdpowiedzUsuń- Na "dino" reaguje połowa zwierząt w tym Parku - zauważył, krzywiąc się trochę, gdy usłyszał przezwisko. - Druga połowa ślini się, jak poczuje człowieka. Mogłaś wymyślić coś lepszego.
Miał młodszą siostrę. Przyrodnią, ale to w niczym nie przeszkadzało Rose. Ona wyczerpała jego limit osłupień kobiecą naturą. W ogóle nie wiedziała, czym jest taryfa ulgowa i nie przyszło jej do głowy, że facet może niekoniecznie chcieć wiedzieć wszystko o dziewczynach. Ale chyba z jakiegoś powodu ufała mu bardziej niż rodzicom, bo to do niego zadzwoniła, gdy pierwszy raz upiła się na imprezie, nie miała z kim wrócić, a jakiś typ się do niej przystawiał. Niesamowity wyraz zaufania, no nie?
- Nie jedziemy motorem - powiedział bardzo dobitnie. - To niewielka maszyna, a ja jestem dużym facetem. Za mało miejsca na dwie osoby. Pójdziemy spacerkiem, tobie przyda się trochę powietrza. A jeśli chodzi o motor... Dam ci znać, jak kiedyś schudnę.
Z tym, że nie za bardzo wyglądał, jakby miał jakąś tkankę tłuszczową do zrzucenia. Nawet jasna koszulka wyglądała na nim lepiej niż na sklepowym manekinie, który z całą pewnością nie mógł poszczycić się takimi ramionami. A nawet Owen wiedział, że białe ubrania niczego nie wybaczają. Choć z reguły oznaczało to dla niego, że nie musi za bardzo starać się je wybrać, bo sprawa jest z góry przegrana.
- Chcę tylko zaznaczyć, że po raz pierwszy kobieta zdziera ze mnie ubranie w pokoju technicznym - powiedział, gdy z taką pasją rozbierała go z kamizelki. I nieprawda, że ta była ulubiona. Tej prawdziwie ukochanej nie nosił do pracy (choć nie było to szczególnie po niej widoczne) i była zdecydowanie lżejsza niż ta, która miała tył wzmocniony kelvarem podobnym do tego używanego w kamizelkach kuloodpornych.
Gdy Rae nią rzuciła, wypadło na podłogę pudełko tik-taków. Ach, jeszcze jedna dziwna cecha: ta kamizelka miała tyle kieszeni, że mógł szukać dobry kwadrans kluczyków od samochodu. Choć bez wątpienia najdziwniejsze było to, że ubranie po prostu generowało piasek.
Kiedyś Elsa uparła się doprać tę kamizelkę. Ale błoto z pralki to już on musiał wybierać.
- Jakoś sobie poradzę z tym komplementem.
Bardzo jej zależało, żeby nie poczuł się dumny ani przez chwilę. Zawsze uważał, że kwestionowanie męskości to już brudna zagrywka. Nie dało się tego zrobić w drugą stronę, bo zaraz obrywał od kobiet za powielanie patriarchalnych wzorców.
- Powiedz mi, jakie trofea zbierasz z tych nieszczęśników. Zdjęcia ich zdruzgotanych min? Odciski palców? Numery IP?
Wyszedł za nią, z przyjemnością witając lekki przeciąg, jaki panował w korytarzu. Tamten mały pokoik był naprawdę duszny. Szczególnie, że Rae po prostu jarzyła się gorącem i w nim powoli zaczynało się coś gotować.
Owen Grady
[Kreując Tima uznałam, że gdy twoja największa pasja próbuje cię zabić, to można później jednak trochę stracić na sympatii, by w końcu poszukać nowego zajęcia... :D
OdpowiedzUsuńDziękuję za powitanie!]
Tim
Miał wrażenie, że ta rozmowa cofnęła go do liceum. Bardziej niż zwykle. Owen żył z pewną świadomością tego, że jakaś jego część zatrzymała się w rozwoju mniej więcej w ostatniej klasie. Wtedy, gdy szkołą rządzą ociekający testosteronem sportowcy. Jakoś nieszczególnie lubił piłkę, ale jego najlepszy kumpel grał i w sumie Owen chodził na treningi tylko dla wygłupów z Mitchem. Poza piłką, liceum było tym momentem, kiedy wszyscy obsesyjnie podniecali się tym, co druga płeć ma między nogami.
OdpowiedzUsuńDokładnie na tym poziomie były pytania Rae, przynajmniej niektóre. Oczywiście, że istnieją miejsca, w których znacznie przyjemniej pozbywa się odzieży. Oraz szczególne sytuacje, gdy w zasadzie się ją zrywa. Miał jej opisać? Zrobić rysunki poglądowe? Rozrysować schemat?
Z drugiej strony, brzmiała trochę jakby była zdesperowana i chciała przynajmniej sobie posłuchać.
- Wiesz, nie twierdzę, że czegokolwiek ci brakuje, ale nie będę twoim alfą - powiedział tak, jakby rzeczywiście było mu przykro z tego powodu. Był dumny, miał przerośnięte ego, ale los szczęśliwie nie obdarował go próżnością. Nie potrzebował uważać się za przywódcę całego świata. Przynajmniej dopóki świat nie rzuci mu wyzwania.
A nawet gdyby... nie chciałby mieć w stadzie kogoś takiego jak Rae. Jeśli kiedyś urodzi mu się córka, to po kilkunastu latach wejdzie w okres buntu i właśnie tak się będzie zachowywać. Potem jej to minie. Natura dobrze to zaplanowała - nastolatki przestają być nieznośne w momencie, gdy ich rodzice są na skraju załamania nerwowego.
Raptuś, niechby było i w ten sposób. Co prawda wolał, gdy zwracano się do niego po imieniu, ale Rae najwidoczniej potrzebowała wymyślać te przezwiska. Powstrzymał się od zapytania, czy jak jej chłopak chorował, to nazywała go "dzidzią" i owijała w kocyk. Wyglądała na taką.
- Przy całym tym smarze na tapicerce i tak byś nie zauważyła - odciął się, wciąż trochę zdumiony, że pozwoliła mu prowadzić. - Na pewno w połowie drogi nie rzucisz się na mnie i nie udusisz jakimś przewodem? Claire zawsze zachowuje się tak, jakby najchętniej wsadziłaby mnie do dziecięcego fotelika.
Może jeszcze nie wymieniły notatek. Ciekawe, czy miały takie babskie wieczory z przekąskami i kolorowymi drinkami (odcienie pastelowe), na których wymyślały kolejne złośliwe uwagi na temat jego wyglądu i sposobu bycia.
Jechali może pięć minut. Odległość naprawdę do przejścia piechotą, w dodatku po suchym gruncie. Gdyby to Owen wybierał, poszliby piechotą. Ale cóż, widać panna od kabli i silników ma przyrodofobię.
Wysiadł pierwszy i otworzył dla Rae drzwi od strony pasażera. Od razu oddał jej kluczyki. Dopuszczał możliwość, że zanim skończą pracę przy ogrodzeniu, poobrażają się na siebie tak, że będzie musiał wracać piechotą.
- Jak mówiłem, to ogrodzenie jest na tyle niskie, że ja mogę przez nie przejść. Dodatkowe pół metra to minimum.
Owen Grady
[Zasypuję się wątkami, a przypadkiem dostrzegłem ofertę na shoutboxie, więc może coś pokombinujemy między naszymi dwiema paniami?]
OdpowiedzUsuńPheebs
Claire nie była jego dziewczyną. Gdyby miał dziewczynę (niekoniecznie w osobie Claire, ona zostawiła po sobie niesmak) nikomu nie opowiadałby, co ona robi. Nie tylko dlatego, że jakoś nie miał plotkarskiego zacięcia. Raczej idealizował związek na etapie, w którym nawet nie miał na tenże perspektyw. Lubił uważać, że gdyby miał dziewczynę, to byliby tak zajęci sobą, że na opowiadanie, co robią, zwyczajnie brakowałoby czasu.
OdpowiedzUsuń- Nie burrito - zauważył flegmatycznie. - Do burrito potrzebujesz mielonego mięsa. To przypominałoby bardziej całego prosiaka z rusztu. Tyle, że nie byłoby smaczne.
Kiedyś wierzył, że Flinstonowie mogli jeść steki z brontozaura. Mniej więcej do momentu, kiedy poznał podstawy biologii gadów. Gruba skóra, mało mięśni, sporo ścięgien. Dlatego z krokodyli robi się torebki, nie szaszłyki. Dinozaury za dużo biegały, by wyhodować sobie przyjemną tkankę tłuszczową.
- Pół metra to minimum. Ja dałbym drugie tyle na wszelki wypadek. Chyba, że możecie przedyskutować ten projekt z zarządem i zrobić zamkniętą kopułę.
Tego pomysłu trochę się wstydził. Nie dlatego, że był głupi. Przeciwnie: był to być może najlepszy pomysł, jaki spotkał tę nieszczęsną arenę. Ale Owen od początku ogłaszał swoje niezadowolenie. Nie mógł tak po prostu pójść do kogoś i powiedzieć "Hej, wpuśćmy tam pterodony, one i tak zapierdzielają na tyle szybko, że na pewno przelecą przez jakieś hula-hop". Po prostu... nie honor.
- Liceum - westchnął cicho, choć Rae mogła to usłyszeć. - Tylko nie podłączaj tego do prądu, gdy będę wchodził.
Podszedł do ogrodzenia i uśmiechnął się do siebie w myślach: gdyby grali w filmie, powinien teraz zdjąć koszulkę i pozwolić, by na kobiece lica wstąpił czerwony rumieniec. Zamiast tego jedynie zapiął kamizelkę, niech nie zsuwa się z ramion.
Wstąpił na niewysoki murek i chwycił się metalowego ogrodzenia. W zasadzie idealne do wspinaczki, sztaby biegły głównie poziomo, stanowiąc podparcie dla rąk i nóg. Na tyle gęsto, że praktycznie nie musiał się podciągać. Dobrze, to nigdy nie było jego najmocniejszą stroną.
Wspinał się niezbyt szybko, ale rytmicznie, bez przystanków dłuższych niż sekunda na rozejrzenie się. I tak raz za razem: chwyć, wejdź, rozejrzyj, znajdź, chwyć.
U szczytu zgrabnie przerzucił nogi na drugą stronę, potem resztę siebie. Droga w dół zajęła mu chyba tyle samo czasu. Wreszcie stanął na ziemi, wytarł o spodnie spocone dłonie i rozejrzał się za Rae.
- Szkoda, że nie masz pomponów - powiedział. - Powinnaś machać nimi i krzyczeć moje imię.
Doskonale wiedział, jak to powinno wyglądać. Rozegrał na boisku niejeden mecz i umawiał się z kilkoma cheerleaderkami. Rae by do nich nie pasowała. Co prawda miała lepszą figurę niż niektóre z tych, jakie znał ze szkoły, ale tamte dziewczyny były miłe. Zwyczajnie sympatyczne.
Owen Grady
32 years old Community Outreach Specialist Alia Gaylord, hailing from Whistler enjoys watching movies like Blue Smoke and Lapidary. Took a trip to Phoenix Islands Protected Area and drives a Bentley 8 Litre Sports Coupe Cabriolet. Aby przeczytac, kliknij
OdpowiedzUsuń