BILLY BRENNAN
Kryje w sobie kompleks przerostu
ucznia nad mistrzem. Czego nie powie głośno, bo przecież nie może przyznać, że
dawno już przestał być pełnomocnym mentorem. Czasami próbuje zgrywać Alana
Granta, ale raczej mu nie wychodzi. „Tylko żartowałem” – tłumaczy. „Kontynuuj,
Ric”. Często myśli sobie, że „Nie mam
zielonego pojęcia co właśnie powiedziałeś, Kirby”, oficjalnie kiwając ze
zrozumieniem głową, z przekonaniem mówiąc głośno: „ Tak, tak, dokładnie tak,
Ric. Tylko Cię sprawdzałem”. Nie raz już się przekonał, że młody Kirby to
chodząca encyklopedia. On traktuje paleontologię trochę inaczej.
Doświadczalnie. Musi wszystkiego dotknąć, przebadać, żeby zapamiętać. Cieszy
się, że chociaż w jednym jeszcze przewyższa Erica Kirby – ma lepsze poczucie
humoru. „No dalej, czemu się nie śmiejesz ze mną, Eric?”. Lubi sobie wmawiać,
że w gruncie rzeczy nie może być tak, żeby był gorszy od swojego podopiecznego,
coś go musi przecież przy Brennanie trzymać. Wtedy przypomina sobie, w czym jeszcze
jest lepszy. W zdobywaniu dziewczyn: „To jest całkiem proste, spójrz.
Musisz do tego podejść z sercem. Albo dotknąć, to zawsze działa. Pokaż, pomogę
Ci.” Czasami zapomina, że ma już prawie czterdzieści lat, ze zdrowym uśmiechem
i z Ericiem u boku, ściągającym go na ziemię, można odjąć mu parę lat. Nie wie,
jak to jest być już czterdziestoletnim facetem. Ma trzydzieści dziewięć,
wygląda na trzydzieści parę, a czuje się na nieco ponad dwadzieścia. W gruncie
rzeczy niewiele się zmienił od wizyty na Isla Sorna, czternaście lat temu.
Na pozór ten sam, nieroztropny, eksperymentalny paleontolog. Nie napisał
książki o tym, jak pteranodony zżarły mu pół torsu, ani jak ledwo uszedł z
życiem, ponoć „z szacunku do Granta, nie chciałbym staruszkowi robić
konkurencji”. Czym nie musi chwalić się głośno: poszukiwacz przygód, z pewnym
spaczeniem, na które cierpi, bo mimo urazu do wszystkiego żywego co lata,
pozostaje mocno uzależniony od poznawczego badania dinozaurów. Ptaszarnie omija
szerokim łukiem. Już nie lata na paralotni. Co robi w Parku Jurajskim? „Sam
zadaję sobie to pytanie”. Od lat próbuje przejść na odwyk, może niedługo
powinien na emeryturę, ale nie potrafi. Mógłby już być profesorem
paleontologii, ale „ustępuję miejsca starszym od siebie” – spójrzmy prawdzie w
oczy, jest na to zbyt mało ambitny. A choć chciał uratować wykopaliska Alana Granta, a nawet porwał się w tym celu na dwa jaja, nie uczyniło to z niego teoretyka, jakim był dr. Grant.
