poniedziałek, 6 lipca 2015

Be able to touch (...) that's all that Billy wanted.

BILLY BRENNAN

paleontolog 39 lat pracodawca i przyjaciel Erica Kirby  wychowanek Alana Granta


Kryje w sobie kompleks przerostu ucznia nad mistrzem. Czego nie powie głośno, bo przecież nie może przyznać, że dawno już przestał być pełnomocnym mentorem. Czasami próbuje zgrywać Alana Granta, ale raczej mu nie wychodzi. „Tylko żartowałem” – tłumaczy. „Kontynuuj, Ric”.  Często myśli sobie, że „Nie mam zielonego pojęcia co właśnie powiedziałeś, Kirby”, oficjalnie kiwając ze zrozumieniem głową, z przekonaniem mówiąc głośno: „ Tak, tak, dokładnie tak, Ric. Tylko Cię sprawdzałem”. Nie raz już się przekonał, że młody Kirby to chodząca encyklopedia. On traktuje paleontologię trochę inaczej. Doświadczalnie. Musi wszystkiego dotknąć, przebadać, żeby zapamiętać. Cieszy się, że chociaż w jednym jeszcze przewyższa Erica Kirby – ma lepsze poczucie humoru. „No dalej, czemu się nie śmiejesz ze mną, Eric?”. Lubi sobie wmawiać, że w gruncie rzeczy nie może być tak, żeby był gorszy od swojego podopiecznego, coś go musi przecież przy Brennanie trzymać. Wtedy przypomina sobie, w czym jeszcze jest lepszy. W zdobywaniu dziewczyn: „To jest całkiem proste, spójrz. Musisz do tego podejść z sercem. Albo dotknąć, to zawsze działa. Pokaż, pomogę Ci.” Czasami zapomina, że ma już prawie czterdzieści lat, ze zdrowym uśmiechem i z Ericiem u boku, ściągającym go na ziemię, można odjąć mu parę lat. Nie wie, jak to jest być już czterdziestoletnim facetem. Ma trzydzieści dziewięć, wygląda na trzydzieści parę, a czuje się na nieco ponad dwadzieścia. W gruncie rzeczy niewiele się zmienił od wizyty na Isla Sorna, czternaście lat temu. Na pozór ten sam, nieroztropny, eksperymentalny paleontolog. Nie napisał książki o tym, jak pteranodony zżarły mu pół torsu, ani jak ledwo uszedł z życiem, ponoć „z szacunku do Granta, nie chciałbym staruszkowi robić konkurencji”. Czym nie musi chwalić się głośno: poszukiwacz przygód, z pewnym spaczeniem, na które cierpi, bo mimo urazu do wszystkiego żywego co lata, pozostaje mocno uzależniony od poznawczego badania dinozaurów. Ptaszarnie omija szerokim łukiem. Już nie lata na paralotni. Co robi w Parku Jurajskim? „Sam zadaję sobie to pytanie”. Od lat próbuje przejść na odwyk, może niedługo powinien na emeryturę, ale nie potrafi. Mógłby już być profesorem paleontologii, ale „ustępuję miejsca starszym od siebie” – spójrzmy prawdzie w oczy, jest na to zbyt mało ambitny. A choć chciał uratować wykopaliska Alana Granta, a nawet porwał się w tym celu na dwa jaja, nie uczyniło to z niego teoretyka, jakim był dr. Grant. 

piątek, 3 lipca 2015

Niedaleko pada jajko od kury

~ Andrzej Waligórski


Raheem Sayer, genetyk
Jest zdania, że nie powinno się zagracać umysłu informacjami niewielkiej wagi, więc czasami zapomina o tym, że powinien się przespać czy coś zjeść, za to nie ma takiej siły, która sprawiłaby, że utraciłby wiedzę z różnych dziedzin. To wszystko dlatego że kiedyś uzależnił się od nauki i jeśli przez kilkanaście godzin pozbawiony jest możliwości samorozwoju, trzęsie się jak w febrze. Nauka jest wartością samą w sobie, dla nauki mógłby zrobić wiele – nawet się pobrudzić. Jest w stanie nabyć wiele przydatnych bardziej lub mniej (ewentualnie w ogóle) zdolności, ale ludzi nauczyć się nie potrafi. Nad czym nie ubolewa, bo (oprócz tego, że jeśli chcesz być w czymś najlepszym, musisz poświęcić coś innego – więc Sayer zrezygnował z kontaktów społecznych) zna o wiele ciekawsze sposoby wykorzystywania wolnego czasu. Homo sum; humani nihil a me alienum puto, głosił Terencjusz. Ludzie mnie brzydzą, powtarza Raheem Sayer i nic nie może poradzić na to, że ludzkie wydzieliny, żądze i kierowanie się emocjami nieodmiennie go odstręczają. Wychwala możliwości umysłu człowieka, a o mniej chwalebnych jego zdaniem zachowaniach czy procesach wolałby nie pamiętać. W idealnym świecie ludzie przypominaliby bardziej maszyny niż zwierzęta.

Zaczęło się niewinnie. Wychowywał się na kurzej fermie i kiedy miał cztery lata, często podkradał jajka. Chował je między kocami i oświetlał zwykłą lampą, licząc na to, że wkrótce skorupkę przebije dziobem kurczak. Kilka lat później nie był już takim ignorantem, więc zdawał sobie sprawę, że działania z przeszłości były bezcelowe. Nie kradł już jaj, teraz zabierał całe kury i w tajemnicy przed rodzicami przeprowadzał na nich eksperymenty. Może między innymi dlatego później zdecydował się na podjęcie pracy w Jurrasic World. Ostatecznie kury są jak nieco upośledzona wersja dinozaurów. I chociaż udało się odtworzyć wielkie i potężne dinozaury, Sayer wciąż chciałby popracować nad naprawieniem kury. Udało się już odnaleźć gen, który odpowiadał za wykasowanie zębów u tych ptaków, a więc istnieje możliwość wyhodowania kur z kłami. Raheem chętnie wykryłby geny odpowiadające za inne elementy – na przykład za to, że łapy stawały się skrzydłami – a potem stworzyłby dinozaurzą kurę. Nawet ma już pomysł na nazwę – w końcu jest naukowcem, a sensem życia każdego naukowca jest nadawanie nazw nowym obiektom.

Kury go nie lubią, ale on przepada za naturą. Zachwyca się nie pięknem przyrody, ale jej potęgą. Kiedy ludzie nauczą się tanimi kosztami i ze swobodą wytwarzać tak genialne włókno, jakim jest pajęcza sieć? Kiedy uzyskają możliwość wykrywania pożarów z odległości pięćdziesięciu mil, jak to robią niektóre żuki? Biomimetyka jest piękna i piękny jest też bio-art, ale zamiłowaniem do romansu nauki ze sztuką Sayer nie zwykł się przechwalać. Może kiedyś o tym powie – kiedyś, gdy uda mu się stworzyć kurę-dinozaura, która produkowałaby pajęcze sieci i świeciła w ciemnościach.

Dr. Grant, know something, Dr. Grant? Billy was right

usunięte

czwartek, 2 lipca 2015

happy, happy people


TIMOTHY MURPHY
───────────────────────────────────────────────────── TRZYDZIEŚCI DWA LATA – 21 XI 83R | STANY ZJEDNOCZONE
PO RAZ DRUGI W PARKU JURAJSKIM | INFORMATYK | AKA PO PROSTU TIM
─────────────────────────────────────────────────────
Kiedy w końcu wychodziło na jaw, że jesteś TYM wnukiem TEGO człowieka ludzie za każdym razem zadawali ci identyczne pytanie – jak udało ci się przeżyć TAMTO wydarzenie? I mogłeś wtedy porwać tłum opowiadając niesamowitą, wypełnioną krwawymi szczegółami historię, bo właśnie TEGO ich pozbawione rozrywki umysły pragnęły najbardziej. Z reguły postanawiałeś jednak posłużyć się uniwersalnym gestem wzruszenia ramion, by otrzymać w zamian od rozmówcy ciche „och”, sugerujące rozczarowanie, że nie miałeś ochoty po raz tysięczny z rzędu opowiadać TEJ historii. Na szczęście teraz ludzie już nie pytają, przynajmniej nie w Parku, wróć, w Świecie Jurajskim, bo są zbyt przesądni i boją się, że sprowadzą na siebie kolejną katastrofę samym wspominaniem o apokalipsie sprzed dwudziestu lat. Podoba ci się ich podejście.
Drugie z kolei pytanie pojawiało się z równą częstotliwością, ale irytowało już nieco mniej, bo było inteligentniejsze – dlaczego postanowiłeś TUTAJ wrócić? Może przez ciepły klimat, darmowe bilety na każdą atrakcję i nie taką złą pensję, której i tak nie masz na co wydawać? Co najlepsze, ty sam tego nie wiesz, chociaż gdy zadzwonili do ciebie z propozycją, nawet się nie wahałeś, po prostu spakowałeś walizki i zadzwoniłeś po narzeczoną. Daleko ci do strachliwego dzieciaka, którym kiedyś byłeś, ale nadal czujesz przecież nieprzyjemny ścisk w żołądku na widok T-Rexa oraz swojej siostry, która od tamtej pory za każdym razem przypominała ci o wszystkim, co się stało. Ale to chyba bez znaczenia, i tak nigdy za sobą nie przepadaliście. 
I teraz trafiłeś do miejsca, w którym ludzie pytają jedynie jak się masz? Co słychać? Ładna pogoda, prawda? Ale ty dalej po prostu wzruszasz ramionami.

Tak, naprawdę lubię starą serię filmów i pomyślałam sobie, że zrobię bohatera z traumą, który cudem przeżył pierwszą katastrofę w parku i na dodatek jest wnukiem Hammonda, deal with it. To że trauma mu nie wyszła, to już niestety nie jest moja wina, chciałam żeby był bardziej pokrzywdzony, ale Tim się zbuntował odmawiając ciągłego przyjmowania pozycji embrionalnej i ssania kciuka. W każdym razie... lubię i chcę wątki? Proszę? 

Phoebe Shaw

PHOEBE SHAW
szefowa biura prasowego

Lat dwadzieścia osiem, ukończone dokładnie piętnastego czerwca. Matka w ten piękny, upalny dzień oznajmiła jej, że może pora myśleć o małżeństwie i dzieciach, żeby do czterdziestki ze wszystkim się wyrobić. Bo ona musi mieć wnuki, a jedynej córki nie wydać za mąż to okropna sprawa. Ojciec ma to głęboko gdzieś, bo uważa, że dziewczyna i tak jest kozacka, skoro pracuje na wyspie z dinozaurami.

Soczewki kontaktowe, na które zamieniła mocne okulary gdzieś pod koniec liceum i rządek naprawionych ząbków, które jeszcze pięć lat temu domagały się aparatu. Metr sześćdziesiąt sześć, bez szpilek. Zazwyczaj metr sześćdziesiąt sześć, bo szpilek unika jak ognia. Dostaje się jej za to przy publicznych wystąpieniach, ale ona od tego jest, żeby dostawać arcytrudne pytania, toczyć bój z dziennikarzami i pokazać, jak bardzo ładnie przyjmuje wszystko na klatę.

Niespełniona aktorka z New Hampshire, chociaż nigdy nie osiągnęła nic więcej poza główną rolą w szkolnym przedstawieniu. Nie dostała się na prawo, wytrzymała dwa lata na psychologii społecznej, wreszcie dorwała się do reklamy. Podawała kawę w uroczej knajpce, do której weszła kiedyś Meryl Streep, uśmiechała się sztucznie do klienteli w pralni chemicznej, potem dostała staż w agencji i jakoś poszło.

Nie lubi płazów i gadów, więc niespecjalnie odnajduje się w obecnym środowisku, ale czego się nie robi dla miłości. Albo raczej sprawdzenia, czy to rzeczywiście jest miłość. Poza tym robota, jaka jej się trafiła, dla niektórych znajomych byłaby wygranym losem na loterii. Wie, że jej nie wypada, ale zgrabnie nadmienia od czasu do czasu, że przyczyniła się do sukcesu tego miejsca, kiedy zaczęto wyciągać brudne sprawy. Najwytrwalszy zawodnik zeszłorocznego biura prasowego. Strzeliła dobrą gadkę i zarząd stwierdził, że za taką promocje i wygraną ze wścibskimi sceptykami dostanie nagrodę gdy będzie robić to codziennie. Hajs zaczął się zgadzać i nawet mała awersja do dinozaurów zanikła.

Gdyby na jej drodze nie stanął obecny narzeczony, prawdopodobnie teraz smażyłaby tyłek w domowym ogrodzie, przy własnym basenie, przeglądając katalog foteli, które zamówi mężowi na jego urodziny do gabinetu. Za jego pieniądze, bo stomatolog, za którego o mało co nie wyszła, pieniędzy ma jak lodu. Los chciał inaczej, ona w sumie też. 

Z aktorstwa zostało jej udawanie. Z psychologii przeświadczenie, że ludziom da wmówić się wszystko. Z reklamy dobra pyskówka. Wszystko to kształtuje ją jako szefową, jako przyszłą żonę uroczego informatyka, w którym zakochała się jak opętana, nawet jako mieszkankę wyspy. Nie ma złej opinii pomiędzy ludźmi, ale żeby była aniołkiem nikt nie powie. Chociaż stara się zachowywać zimną krew i pozory, papierosek od czasu do czasu znajdzie się w jej bladych dłoniach.

Za dziesięć lat widzi siebie daleko stąd, z dwójką dzieci, garażem pełnym przetworów i wielkim vanem, którym będą mknęli przez urocze przedmieścia prosto jak z filmu z lat pięćdziesiątych. Jeśli oczywiście nic jej tutaj nie zeżre. Wtedy pół biedy, z resztą sobie jakoś poradzi. 

_______________________________________________
Kłaniam się.
Miałem małą przerwę, ale na spontanie najlepiej. 
Kartę się pewnie poprawi, bo to nie jest to, co być miało. Ale zachęcam do wątków z Phoebe, nie pożałujecie. 
Twarz: piękna Lizzy Olsen. 

środa, 1 lipca 2015

Now that ain't workin' that's the way you do it

06.07.1978 | trener alfa velocyraptorów | zakończona kariera gwiazdy rocka w marynarce wojennej

Człowiek szuka swojego miejsca w łańcuchu pokarmowym gdzieś tak do osiemnastego roku życia. Pod koniec liceum zaczyna się orientować, że to miejsce znalazło się samo, trochę przypadkiem. Ma się już tą stałą paczkę znajomych, ulubioną kawiarnię nie tak daleko od szkoły, uroczą towarzyszkę na balu maturalnym. Jest fajnie. Gdzieś tak do momentu, gdy trzeba odkurzyć garnitur z balu, zatknąć na głowę idiotyczną czapkę i odebrać świadectwo, na którym równie dobrze mogło być napisane „spadaj”. Natura jest pod tym względem bardziej wyrozumiała; nie rzuca zwierząt do nowego środowiska co kilka lat i każe układać wszystko od nowa. Ludzie mają gorzej; mogą co najwyżej resztę życia szukać w swoim otoczeniu osób, które pasują do konkretnego modelu.
.............................................................................................................
W wypadku Owena Grady'ego to najprostszy z możliwych modeli, szczególnie popularny w czasach Homini Australophiteci – s t a d o. I musi to być stado, któremu będzie przewodził, w przeciwnym razie zagryzie go własna, dominująca osobowość. Dobrze odnajdywał się w wojsku, choć ten i ów chodził potem ze złamanym nosem czy opuchniętą szczęką. Nikt nie miał wątpliwości, który samiec jest najsilniejszy. Tak samo dobrze odnajduje się wśród velocyraptorów jako jeden z pierwszych ludzi, którym udało się oswoić te drapieżniki. Lub nie tyle oswoić, co nawiązać więź. Wypracowaną długimi miesiącami, opartą na szacunku, wzajemnym poznaniu i zrozumieniu na ile to możliwe. Wziął tę pracę po części dlatego, że w '93 doktor Alan Grant wywróżył mu ze skamieniałego pazura nagłą śmierć w następstwie ataku dwumetrowych indyków. Owen miał po tym spotkaniu koszmary przez tydzień.
.............................................................................................................
Grady jest dokładnie tym człowiekiem, na jakiego wygląda. Prostym w obsłudze samcem o niewybrednym poczuci humoru. Gdy nie zajmuje się byciem współczesną wersją Tarzana, naprawia (a w każdym razie wygląda, jakby naprawiał) swój motor, wykorzystuje holokonsolę do gier, zaprasza koleżanki z pracy na lunch, przekłada zrobienie prania na potem. W gruncie rzeczy uczciwy chłopak z Kalifornii, mocno broniący swoich przekonań. Co chyba jest po prostu cechą wszystkich tych dzieci, których rodzice się rozwiedli, znaleźli innych partnerów, mają inne dzieci i nieustające poczucie winy, że to najstarsze nie ma prawdziwego domu, do którego mogłoby wrócić. A Owen, gdyby mógł, smażyłby sobie jajecznicę w aktywnym wulkanie. 
.............................................................................................................

Witam serdecznie! Na zdjęciu Chris Pratt, w tytule Dire Straits (Money for Nothing, konkretnie). Zwykle łatwiej mi się wymyśla niż zaczyna, ale to nie jest reguła, więc generalnie można przychodzić do mnie ze wszystkim. Na przykład z powiązaniami i tequilą. 

You're a fuckwit!

John Stanford
HELP IS ON THE WAY
zespół uderzeniowy // ochrona // 41 lat na karku // żołnierz na emeryturze // ten, który przynosi pączki do biura // Brytyjczyk // zodiakalny bliźniak // dobra przemiana materii // cztery lata w Iraku //  nadużywa przekleństw  // angielski, hiszpański, arabski i  rosyjski  //  Nublar  od  trzech  lat  //  tatuaż  //  tylko  czarna  kawa  //     powiązania
Gdyby kilka lat temu ktoś powiedział, że będę pilnował dinozaurów, pomyślałbym, że będę eskortował kombatantów wojennych lub odbywał z nimi jakiś kurewski wykład. Z całym do nich szacunkiem, oczywiście. Tymczasem muszę patrzeć na te skaczące, ryczące potworki, którym najchętniej rozwaliłbym łeb, pilnując, aby było bezpiecznie. Jak ja nienawidzę dzieci. Skaczące, piszczące, straszące biedne dinusie. Sam z nimi pierdolony sajgon. W ich przypadku określenie debil to nie obelga, to diagnoza.
 Wypierdalaj stąd, chujku!
 Jak pan śmie! Tak do dziecka?! - Jasne, do dziecka. To dziecko ma piętnaście lat i przeklina bardziej niż ja.
 Widzi pani co tu jest napisane? To niech trzyma pani swojego bachora z daleka, bo inaczej coś mu rękę ujebie.
 Czy pan mi grozi?
 Nie, ja panią informuję.
Taki przykład sytuacji. Oczywiście w administracji leżą całe stosy skarg na mnie i na park, po komuś coś się stało. Groźby, wnioski o odszkodowanie. To jednak nie wygra z wszechobecnym monitoringiem. Wpychałeś łapę do tam gdzie nie powinieneś? Na pewno dołączymy to nagranie do dowodów w sprawie sądowej.  Kiedyś użerałem się z niesubordynowanymi szeregowymi i oficerami z łaski tatusia, a teraz muszę użerać się z pizdusiami, wśród których już nie wiem które jest dziewczyną, a które facetem. Co się podziało z tym światem. Ach, no tak. Dinozaury.


_____________________
Opiekuje się Wami król krasnoludów, członek MI-5, żołnierz ze służ specjalnych, nauczyciel walczący z tornadami, Fancis Dolarhyde oraz Guy of Gisborne, czyli Richard Armitage. Pragnę powiązań.
Dzień dobry.


usunięte

Opportunity without limitation

CLAIRE DEARING
 URODZONA 19.10. 1983    DYREKTOR OPERACYJNY JURASSIC WORLD   
Kobiety zazwyczaj nie pracują na wysokich stanowiskach. Są spychane gdzieś w kąt, pozostawione z kilkoma gramami nadziei na lepsze jutro. Bo przecież to mężczyźni są prawdziwymi samcami Alfa, górują nad słabiej zbudowanymi osobnikami płci przeciwnej, perfidnie wykorzystując fakt, że to rzekomo w ich genach zapisana jest dominacja nad resztą gatunku. Większość z nich nawet nie dopuszcza do siebie myśli, że w ciągu tysiąca lat pierwotne prawa już dawno uległy modyfikacji, i kobiety także mogą zając zaszczytną pozycję głównodowodzących, tym samym stanąć na czele swojego stada. Plaga nazywana powszechnie szowinizmem rozprzestrzeniła szybciej niż plagi egipskie pochłaniając podatne na wpływy mózgi posiadaczy dużej bądź mniejszej ilości testosteronu nastawiając ich przeciwko idei parującej kobiety. Oczywiście można by to ładniej ubrać w słowa argumentując to prostymi przykładami z życia, umiejętnościami naprawy samochodu, podlewania bądź koszenia trawnika, rąbania drzewa-, bo przecież kobiety tego nie potrafią, więc jak niby taka istotka miałaby zarządzać czymś większym niż własna kuchnia? Otóż mogłaby i to bez większego problemu stanąć z drewnianym wałkiem i naprostować kilku lalusi, co by jej chcieli podskoczyć i dopiero wtedy zacząć rządzić na swoich własnych, nieszablonowych zasadach, opierając się o doświadczeni innych ludzi oraz własne i przede wszystkim polegając na niezawodnej intuicji. Gdyby tylko więcej było takich kobiet, które odważyłyby się stanąć twarz w twarz z całym światem i pokazać mu, że moc posiadaczek jajników rośnie z każdym dniem i kiedyś może nawet przewyższy potęgę, jaką zdążyli wybudować mężczyźni. Ale powolutku, krok po kroczku. Nie ma się, co śpieszyć. W końcu nic nas nie goni, prawda? 
Rzekomo przepracowana i nieco zrzędliwa bez dwóch kubków kawy z samego rana. Nie umie się zachowywać na pierwszej randce, a już na pewno po jej skończeniu nie ma, co liczyć na szczęśliwe zakończenie. Przyzwyczajona do samodzielnego podejmowania decyzji nadal nie potrafi przyswoić sobie słowa kompromis, a pytania ludzi o radę stanowi dla niej wyzwanie większe niż latanie na szpilkach po lesie. Każdy ma swoje wady, a Claire ma ich wiele, choć większość z nich udało jej się głęboko ukryć, tak, że tylko jej najbliższym udało się je poznać. Jednak nie tak diabeł straszny jak go malują. Czasami udaje jej się być normalną kobietą, rozmawiać z innymi na równi, unikać oficjalnego języka w prostej konwersacji. Rzadko, ale zawsze coś.
PRACOCHOLICZKA MISTRZYNI PLANOWANIA SAMOTNA KOBIETA SUKCESU
Ja pisać kart nie umiem, w wątkach już mi idzie lepiej. Z kilku ważniejszych rzeczy wybrałam chyba zaledwie dwie ale nie ważne. Ja wymyślam, ty zaczynasz i na odwrót. Coś za coś. Wolę wiedzieć, że obydwojgu z nas będzie zależeć na wątku. Poza tym za kaszanę się nie biorę. Wątki dopracowane i nie opierające się na przypadkowym spotkaniu. Wolę jak relacja jest już w jakiś sposób zbudowana, to znacząco ułatwia sprawę. Dramaty, romanse, akcja- jestem na tak! A tak poza tym cześć i czołem kluchy z rosołem. Tęcza, jednorożce- kochajmy się!

Knock, knock.

WHO'S THERE ?

R A E    J A M E S

28 lat kiedyś technik-mechanik aktualnie technik zabezpieczeń


Nieco skomplikowana persona. Ulega łatwym zrywom emocji. Niby cyniczna. Niby sarkastyczna. Niby pozytywna. Niby zabawna. Niby zaradna. Niby pechowa. Na pewno kapryśna. Sprzeczna. Nie lubi niedomówień, ale uwielbia niejasności. Nienawidzi przywiązania, ale kocha oddanie. Nie ulega uzależnieniom, ale podlega nawykom. Nie znosi sentymentów, ale lubi pamiętać. Zapomina, czasem… o dobrych manierach, o znajomych, o życiu, o tym, jak to jest brać długą, gorącą kąpiel. Prześlizguje się przez życie, przez szkołę, przez pracę, przez ludzi, a jeszcze więcej przepuszcza przez palce. Szans. Wiele, nieskończonych, niezliczonych, darowanych jej przez los. Szanse na: miłość, szanse na: przyjaźń, szanse na: wszystko to, co wydaje jej się dziwnie… zbyt osobliwe.  


Czy to nazywasz rozmową kwalifikacyjną? Bo czuję się jak na przesłuchaniu. Rae James, 28 lat, technik-mechanik od siedemnastego roku życia. Od roku bezrobotna. Sierota. Nie chcę zakładać rodziny, nie szukam chłopaka. Mam dużo wolnego czasu, ale przecież ty to wszystkie wiesz. Nie kpij sobie. Potrzebujesz jeszcze obwód w pasie i rozmiar biustonosza? Bez jaj. God. To mam tą robotę czy nie?



Wiesz, jako, ze znamy się całe życie myślałam, że szybciej nam to pójdzie. Musisz być takim surowym służbistą? Skąd jestem, ile mam lat, jakie mam plany na przyszłość, co mogę wnieść do Jurassic Park? Siebie. Wiesz, że mi nie chodzi o dinosie. Daj mi silnik hybrydowy napędzany... O WOW! Widziałeś to? (...) Co? Jaki tyranozaur? Nie! Ale spójrz na ten sprzęt!

Bezpieczeństwo

„Nie szczędziliśmy środków, 
by uczynić wyspę Nublar bezpiecznym miejscem dla ludzi i dinozaurów”
- John Hammond

Witajcie w najbezpieczniejszym parku rozrywki na świecie!
Bezpieczeństwo zwiedzających jest naszym najwyższym priorytetem. Stosujemy ponad 150 zabezpieczeń oraz procedur dla nagłych wypadków wobec każdego dinozaura w parku. Prosimy, zachowuj się rozsądnie: nie pukaj w szkło, nie przekraczaj barierek, nie rzucaj niczym w eksponaty, nie hałasuj i w żaden sposób nie pobudzaj dinozaurów.
Karmiąc małe dinozaury trzymaj dłoń otwartą i nie próbuj złośliwości. Nawet roślinożercy mogą ugryźć.
Nie dotykaj ogrodzeń oznaczonych jako podłączone do napięcia. W przeciwnym razie zostaniesz porażony prądem o napięciu 10 000 voltów.